Bajka o dwóch królach
Bajka o dwóch królach
Dwaj królowie w świątyni z darami stanęli.
Bogu swe kosztowne skarby złożyć zapragnęli.
Na ołtarzu legły w świątyni wszystkie te dary
W zamian za spełnienie próśb były to ofiary.
Władcy ci zdawali sobie doskonale sprawę,
Że tego dnia w ich życiu boże spojrzenie łaskawe
Spełnić może pragnienie żarliwie gorące
Jeśli jest ono szczere i jasne jak Słońce.
Bogu swe kosztowne skarby złożyć zapragnęli.
Na ołtarzu legły w świątyni wszystkie te dary
W zamian za spełnienie próśb były to ofiary.
Władcy ci zdawali sobie doskonale sprawę,
Że tego dnia w ich życiu boże spojrzenie łaskawe
Spełnić może pragnienie żarliwie gorące
Jeśli jest ono szczere i jasne jak Słońce.
„Daj mi bogactwo Panie co mieszkasz w raju!”
Dumnie zawołał król jednego kraju.
„O mądrość jeno proszę. Mądrość daj mi Panie!
Tego szczerze pragnę i niech mądrość dostanę,
by móc do Ciebie się zbliżyć Boże miłosierny
Wiesz przecież, że będę Ci ja dalej wierny.” Prosił cicho i skromnie drugiego kraju władca.
Tego szczerze pragnę i niech mądrość dostanę,
by móc do Ciebie się zbliżyć Boże miłosierny
Wiesz przecież, że będę Ci ja dalej wierny.” Prosił cicho i skromnie drugiego kraju władca.
Gdy prośby swe składali przed świętym ołtarzem
Blask jasny i tajemny padł na skupione ich twarze.
Znak ten kapłan odczytał i wszedł przed ich oblicza
Wieszcząc, że oto dopełnia się wielka tajemnica,
Gdyż wypełnili wszystkie niezbędne warunki
I Bóg spełni ich prośby, bo przyjął podarunki.
Blask jasny i tajemny padł na skupione ich twarze.
Znak ten kapłan odczytał i wszedł przed ich oblicza
Wieszcząc, że oto dopełnia się wielka tajemnica,
Gdyż wypełnili wszystkie niezbędne warunki
I Bóg spełni ich prośby, bo przyjął podarunki.
Królowie jednej tajemnej prawdy wszak nie znali,
Że krętymi drogami przybędzie z oddali
Do proszącego to o co tak prosił on Stwórcę.
Nie wprost trafi spełnienie na jego podwórce.
Że krętymi drogami przybędzie z oddali
Do proszącego to o co tak prosił on Stwórcę.
Nie wprost trafi spełnienie na jego podwórce.
✦ ✦ ✦
Król co o bogactwo dla siebie u Boga prosił
Stanął na postumencie, wysoko głowę wznosił
A lud jego zgięty w poddańczym ukłonie
Słuchał swego władcy,
co ku niebu wznosząc dłonie
Głosił dumnie swe rozkazy tymi oto słowy:
Stanął na postumencie, wysoko głowę wznosił
A lud jego zgięty w poddańczym ukłonie
Słuchał swego władcy,
co ku niebu wznosząc dłonie
Głosił dumnie swe rozkazy tymi oto słowy:
„Słuchaj narodzie! Głęboko weź do głowy
Że mam dane mi od Boga naturalne prawo,
By siebie i zasób kasy kraju wzbogacić żwawo.
Plenipotencje powyższe mając na uwadze
Każdemu kmieciowi dobrze ja Król radzę,
Że płacić podatki pilnie się mnie należy.
Kto tego zaniecha sczeźnie w polnej wieży.
Czynić to macie bez żadnych protestów.
Nie będzie pobłażania dla takich gestów!
Nim sami dla siebie korzyść odniesiecie
Do mojej kiesy swe zyski przyniesiecie.
Ale żebyście byli pełni sił do należnej zapłaty
Ustalam ja z tą chwilą również dalsze opłaty.
Więc płacić będziecie na leczenie swoje.
Mimo, żeście zdrowi, ja o was się boję -
Dlatego z góry pieniądze na ten cel wam zabiorę.
Dlaczego ja mam płacić za wasze ciała chore?
Trzos grosza na lata starości, bez względu na rasę
Każdy z was ma odprowadzać do królewskiej kasy.
Nakładam ja także taryfę na drogi i trakty podróżne.
Może coś w ich stanie poprawie...
z tym może być różnie.
Kto ma rącze wierzchowce lub karocę i w niej zasiędzie,
Trybut należny także wnosić do kiesy mej będzie.
Lecz nie miejcie złudzeń ni mrzonek żadnych
Fakt posiadania wozów brzydkich i wozów ładnych
Podatkiem mnie należnym obkładam nawet i wtedy
Gdy w stajni on stoi z powodu waszej biedy.
Jeśli dom chcecie budować? Płaćcie według taksy!
Budżet ma być zysków pełny dla państwa i władcy!
Nie będzie litości dla żadnego draństwa
Co skąpi ofiar królowi swemu i dla państwa!
Gdy jednak kto sprzeciw podnieść zechce
Tego mój poborca dobitniej połechce.
I niech tam! Niech na niego majątek ja stracę.
Za łamanie mych nakazów każdemu odpłacę.”
Że mam dane mi od Boga naturalne prawo,
By siebie i zasób kasy kraju wzbogacić żwawo.
Plenipotencje powyższe mając na uwadze
Każdemu kmieciowi dobrze ja Król radzę,
Że płacić podatki pilnie się mnie należy.
Kto tego zaniecha sczeźnie w polnej wieży.
Czynić to macie bez żadnych protestów.
Nie będzie pobłażania dla takich gestów!
Nim sami dla siebie korzyść odniesiecie
Do mojej kiesy swe zyski przyniesiecie.
Ale żebyście byli pełni sił do należnej zapłaty
Ustalam ja z tą chwilą również dalsze opłaty.
Więc płacić będziecie na leczenie swoje.
Mimo, żeście zdrowi, ja o was się boję -
Dlatego z góry pieniądze na ten cel wam zabiorę.
Dlaczego ja mam płacić za wasze ciała chore?
Trzos grosza na lata starości, bez względu na rasę
Każdy z was ma odprowadzać do królewskiej kasy.
Nakładam ja także taryfę na drogi i trakty podróżne.
Może coś w ich stanie poprawie...
z tym może być różnie.
Kto ma rącze wierzchowce lub karocę i w niej zasiędzie,
Trybut należny także wnosić do kiesy mej będzie.
Lecz nie miejcie złudzeń ni mrzonek żadnych
Fakt posiadania wozów brzydkich i wozów ładnych
Podatkiem mnie należnym obkładam nawet i wtedy
Gdy w stajni on stoi z powodu waszej biedy.
Jeśli dom chcecie budować? Płaćcie według taksy!
Budżet ma być zysków pełny dla państwa i władcy!
Nie będzie litości dla żadnego draństwa
Co skąpi ofiar królowi swemu i dla państwa!
Gdy jednak kto sprzeciw podnieść zechce
Tego mój poborca dobitniej połechce.
I niech tam! Niech na niego majątek ja stracę.
Za łamanie mych nakazów każdemu odpłacę.”
Rychło kasa królewska wypełniona została po brzegi.
Lecz raz tylko się to stało. Lud jął używać różne zabiegi.
Miesiąc później poborcy nieugięci mniej złota zebrali.
Bowiem ludzie sprytni dobra swe głęboko schowali.
Mało kto miał pracę. A gdy była - to za pensję marną.
Wszystko dlatego, że lud pracował na czarno.
I oto zaczęło się tego kraju straszliwe przekleństwo,
Bo król obwołał to jako przestępstwo i gnębił społeczeństwo.
Lecz raz tylko się to stało. Lud jął używać różne zabiegi.
Miesiąc później poborcy nieugięci mniej złota zebrali.
Bowiem ludzie sprytni dobra swe głęboko schowali.
Mało kto miał pracę. A gdy była - to za pensję marną.
Wszystko dlatego, że lud pracował na czarno.
I oto zaczęło się tego kraju straszliwe przekleństwo,
Bo król obwołał to jako przestępstwo i gnębił społeczeństwo.
Z zebranego wcześniej majątku środki przeznaczył
Na skarbową policję, cel szczytny jej wyznaczył:
„Zwalczać przestępstwa i skarbowe zbrodnie!
By lepiej przymusić, brać ostatnie spodnie,
Koszulę ostatnią też zabrać należy
To nic, że biedny, że nie ma odzieży!”
Na skarbową policję, cel szczytny jej wyznaczył:
„Zwalczać przestępstwa i skarbowe zbrodnie!
By lepiej przymusić, brać ostatnie spodnie,
Koszulę ostatnią też zabrać należy
To nic, że biedny, że nie ma odzieży!”
Ruszyły w świat drapieżne ogary gończe,
By węszyć, tropić, łapać, do więzienia wtrącać.
Najwięcej dla kraju uczyniło zamętu ustalenie
Dla ogarów procentu za zajęte mienie.
Nie ważne, czy słusznie wtrącano za kraty.
Nie mogło być mowy do spłacie na raty.
By węszyć, tropić, łapać, do więzienia wtrącać.
Najwięcej dla kraju uczyniło zamętu ustalenie
Dla ogarów procentu za zajęte mienie.
Nie ważne, czy słusznie wtrącano za kraty.
Nie mogło być mowy do spłacie na raty.
Była nawet taka sprawa, że jeden kupiec w kraju się liczący,
Co liczydła wyrabiał – a człek to był w Boga mocno wierzący
- Zamówienie do szkół realizując nie chciał ich pogrążyć.
Pragnął cenę im obniżyć – od wszelkich podatków odciążyć.
W tym celu, zgodnie zresztą z istniejącym starym prawem,
Za granicę wywiózł swe produkty, tym przejściem nad stawem.
Później stamtąd je sprowadził już wprost do szkolnej klasy,
Nie uszczuplając przy tym szkoły biednej kasy.
Chciwa urzędnika ozwała się sroga natura.
Marzyła mu się przecież i fura, i komóra...
Zarzut sformułował przeciw temu kupcowi,
Że wystąpił on przeciw państwa skarbowi.
W protokole spisał słowa te w imieniu majestatu
I człowieka zamknął za żelazną kratą.
Cóż tam budżetu w szkolnej sakwie korzyści.
Ważniejsze, by chciwy swego pana plan dobrze ziścić.
Ważniejsze, by swoją wykonać robotę
I człeka dobrego brudnym tytłać błotem.
Cóż tam dobre intencje, szlachetne pobudki...?
Ważniejszy zysk dzisiejszy – nie ważne, że krótki.
Co liczydła wyrabiał – a człek to był w Boga mocno wierzący
- Zamówienie do szkół realizując nie chciał ich pogrążyć.
Pragnął cenę im obniżyć – od wszelkich podatków odciążyć.
W tym celu, zgodnie zresztą z istniejącym starym prawem,
Za granicę wywiózł swe produkty, tym przejściem nad stawem.
Później stamtąd je sprowadził już wprost do szkolnej klasy,
Nie uszczuplając przy tym szkoły biednej kasy.
Chciwa urzędnika ozwała się sroga natura.
Marzyła mu się przecież i fura, i komóra...
Zarzut sformułował przeciw temu kupcowi,
Że wystąpił on przeciw państwa skarbowi.
W protokole spisał słowa te w imieniu majestatu
I człowieka zamknął za żelazną kratą.
Cóż tam budżetu w szkolnej sakwie korzyści.
Ważniejsze, by chciwy swego pana plan dobrze ziścić.
Ważniejsze, by swoją wykonać robotę
I człeka dobrego brudnym tytłać błotem.
Cóż tam dobre intencje, szlachetne pobudki...?
Ważniejszy zysk dzisiejszy – nie ważne, że krótki.
Naród swój bezlitośnie chciwy władca łupi
Czym dowód dał światu, że pozostał głupi.
Czym dowód dał światu, że pozostał głupi.
✦ ✦ ✦
Władca, który mądrością miał być obdarzony
Stanął naprzeciw swojego ludu niezbyt wywyższony.
Wszyscy stali wokół i słów jego z uwagą słuchali.
Byli blisko, bo władcy swego wcale się nie bali.
Tak było zawsze od początków królewskiej kariery.
Stanął naprzeciw swojego ludu niezbyt wywyższony.
Wszyscy stali wokół i słów jego z uwagą słuchali.
Byli blisko, bo władcy swego wcale się nie bali.
Tak było zawsze od początków królewskiej kariery.
„Przyjaciele!” – powiedział król z uśmiechem szczerym
„Państwo nie może żyć dzięki obywatelom swoim...
Ja już wiem, że państwo na człeku prostym stoi.
Więc państwo żyć już bogato dopóty nie będzie
Dopóki obywatele nie będą żyć wszędzie
W dostatku, w dobrobycie dzięki państwu memu.
Rezygnuję z ojca mojego wielkiego haremu.
Taka mi dziś nad ranem myśl się nasunęła.
Wzywam wszystkich obecnych do wspólnego dzieła!
Zastanówmy się wspólnie jak tu dobrze czynić,
By waśni nie wszczynać – nikogo nie winić
Jednako jak się wyzbyć tej starej choroby?
Co robić, by najprostszego człowieka dobrobyt
Wzrastał ku naszego kraju chwale - chcę to sprawić
Wprzódy wy się bogaćcie, nim mnie się poprawi.
Prawo jednak znacie, więc go nie łamcie.
Prawdę zawsze sobie mówmy – nigdy mi nie kłamcie.
Tu surowy będę... lecz też sprawiedliwy,
Łaskawy... miłosierny... lecz nie pobłażliwy!
Gdy gdzie błąd znajdziecie w prawa literze
Mówcie jak ją naprawić – sejm rychło się zbierze.”
„Państwo nie może żyć dzięki obywatelom swoim...
Ja już wiem, że państwo na człeku prostym stoi.
Więc państwo żyć już bogato dopóty nie będzie
Dopóki obywatele nie będą żyć wszędzie
W dostatku, w dobrobycie dzięki państwu memu.
Rezygnuję z ojca mojego wielkiego haremu.
Taka mi dziś nad ranem myśl się nasunęła.
Wzywam wszystkich obecnych do wspólnego dzieła!
Zastanówmy się wspólnie jak tu dobrze czynić,
By waśni nie wszczynać – nikogo nie winić
Jednako jak się wyzbyć tej starej choroby?
Co robić, by najprostszego człowieka dobrobyt
Wzrastał ku naszego kraju chwale - chcę to sprawić
Wprzódy wy się bogaćcie, nim mnie się poprawi.
Prawo jednak znacie, więc go nie łamcie.
Prawdę zawsze sobie mówmy – nigdy mi nie kłamcie.
Tu surowy będę... lecz też sprawiedliwy,
Łaskawy... miłosierny... lecz nie pobłażliwy!
Gdy gdzie błąd znajdziecie w prawa literze
Mówcie jak ją naprawić – sejm rychło się zbierze.”
Gdy to powiedział, po twarzach spojrzał łaskawie
Uśmiechnął się i rzekł jeszcze nim ich odprawił:
„Pamiętajcie, że wysłucham każdej mych poddanych racji.
To mówiąc zasiadł do skromnej lecz smacznej kolacji”
Uśmiechnął się i rzekł jeszcze nim ich odprawił:
„Pamiętajcie, że wysłucham każdej mych poddanych racji.
To mówiąc zasiadł do skromnej lecz smacznej kolacji”
✦ ✦ ✦
Płynął czas wolno, leniwie lecz nieubłaganie.
Co dziać się miało na pewno się stanie.
Życie toczyło się swym normalnym torem
W kraju mądrego i pod chciwym potworem.
W tych dwóch krajach od siebie odległych
Historie spisano rękami w piśmie biegłych.
Co dziać się miało na pewno się stanie.
Życie toczyło się swym normalnym torem
W kraju mądrego i pod chciwym potworem.
W tych dwóch krajach od siebie odległych
Historie spisano rękami w piśmie biegłych.
Bogacz głupio i niechlubnie rządy swoje skończył,
Bo go lud znienawidził – z tronu jego strącił
I wygnał w bezludne pustynne ostępy.
Cóż z tego, że był bogaty, skoro został tępy.
Bo go lud znienawidził – z tronu jego strącił
I wygnał w bezludne pustynne ostępy.
Cóż z tego, że był bogaty, skoro został tępy.
Mądry władca tron swój utrwalił na długie życia lata.
Ludzie kochali swego króla jak własnego brata.
Gdy wróg zawładnąć chciał jego krainą,
Wielu gotowych by za niego zginąć
Stanęło w kraju swojego obronie.
Choć wydawało się, że to już koniec,
Męstwo i wiara w dobro zwyciężyło.
Ludzie kochali swego króla jak własnego brata.
Gdy wróg zawładnąć chciał jego krainą,
Wielu gotowych by za niego zginąć
Stanęło w kraju swojego obronie.
Choć wydawało się, że to już koniec,
Męstwo i wiara w dobro zwyciężyło.
Ludzie ochoczo dziesięcinę do skarbca oddawali,
Lecz dopiero wtedy, gdy sami zyskali.
Kto nie miał pracy sam warsztat otwierał,
Lecz nikt z niego opłat nie zdzierał
Na składki zdrowotne, na emeryturę
Nim wpierw nie zarobił on na własną skórę.
Lecz dopiero wtedy, gdy sami zyskali.
Kto nie miał pracy sam warsztat otwierał,
Lecz nikt z niego opłat nie zdzierał
Na składki zdrowotne, na emeryturę
Nim wpierw nie zarobił on na własną skórę.
W kraju głupca gwałt, przemoc i kradzieże,
W użyciu codziennym granaty, moździerze.
A w mędrca miłość dla Boga i człowieka drugiego.
Kochali wszyscy władcę swojego dobrego.
W użyciu codziennym granaty, moździerze.
A w mędrca miłość dla Boga i człowieka drugiego.
Kochali wszyscy władcę swojego dobrego.
W kraju głupca bieda i mleko rozlane
- Brak wszelkiej nadziei na biegu życia zmianę.
Mędrzec w dostatku ze swym ludem się pławił
- Lud pracował ciężko i na igrzyskach się bawił.
- Brak wszelkiej nadziei na biegu życia zmianę.
Mędrzec w dostatku ze swym ludem się pławił
- Lud pracował ciężko i na igrzyskach się bawił.
✦ ✦ ✦
Wszystko to już me oczy widziały – dlatego ja wierzę,
Że Bóg wysłucha przynajmniej jednego mojego pacierza.
Więc modlę się całe życie o mądrość w narodzie świata,
Dla kraju mego, dla siebie i dla każdego naszego brata.
Niech ojczyzna nasza ma wreszcie chwilę wytchnienia,
By mądrze się zastanowić co tu trzeba zmieniać.
Że Bóg wysłucha przynajmniej jednego mojego pacierza.
Więc modlę się całe życie o mądrość w narodzie świata,
Dla kraju mego, dla siebie i dla każdego naszego brata.
Niech ojczyzna nasza ma wreszcie chwilę wytchnienia,
By mądrze się zastanowić co tu trzeba zmieniać.
Wołam ja głośno święte imię prawdziwej mądrości...
- A będę to robił do samej sędziwej mojej starości -
Więc wołam ja mądrość, by znak mój odebrać zechciała
I by wreszcie w życiu naszym na zawsze zamieszkała.
- A będę to robił do samej sędziwej mojej starości -
Więc wołam ja mądrość, by znak mój odebrać zechciała
I by wreszcie w życiu naszym na zawsze zamieszkała.
Komentarze
Prześlij komentarz